Blog

  • WALERIA

    WALERIA

    Werona Isador
    WALERIA
    1979 WLKP

     

    Waleria - portret

    Waleria to gniada klacz urodzona 13.04.1979, pochodziła z hodowli SK Moszna, jej ojcem był wspaniały ogier Isador, a matką klacz Werona. Właścicielem Walerii jest ciągle Mikołaj Rey. Koń ten był niezwykle istotny w dziejach naszego klubu, bo własnie od tej klaczy zaczęły się nasze dzieje! Nieduża, bo mierząca tylko 156 cm, ale bardzo dzielna klacz, wielokrotna zwyciężczyni zawodów amatorskich w skokach, hubertusów, zwyciężczyni Ogólnopolskich Zawodów Konnych w Rajdach (Lućmierz, Kurozwęki), uczestniczka wielu turystycznych rajdów konnych (w sumie ponad 10.000 km pokonanych tras rajdowych), uczestniczka 6 pierwszych obozów konnych z Olszanicy (Jasionka, Kurozwęki 3x, Gładyszów 2x). Waleria skończyła na wiosnę 30 lat i nadal żyje. 

    i jeszcze rozwinięcie tej historii:

    Walerię poznałem w Gdowie k. Wieliczki, nad Rabą. Byliśmy tam wtedy na wakacjach z Jurkiem Wilczkiem. Był rok 1981, ja byłem świeżo po maturze i egzaminach wstępnych na studia. Zawiadomienie, że zostałem przyjęty na I rok dostałem właśnie w Gdowie. Nasz znajomy Dariusz Feliks organizował tam wczasy w siodle. My pojechaliśmy tam jako stajenni, z perspektywą jazd konnych w zamian za pracę. Wkrótce do naszych obowiązków doszło jeszcze zajeżdżanie młodych dwóch kłaczek, które przybyły z Mosznej. Jurek dostał ciemnogniadą Raisę, ja dostałem Walerię. Siodła były tylko dla klientów, więc my zajeżdżaliśmy na polecenie Darka niespełna trzyletnie klaczki na oklep. Było wesoło, ale obyło się bez wypadków. Do końca wakacji konie były już jako tako ujeżdżone, jeździliśmy na nich w tereny i ćwiczyliśmy małe skoki. Oczywiście o kaskach ani siodłach nie było mowy – po prostu nie mieliśmy. Po wakacjach poszedłem na pierwszy rok zootechniki, w grudniu zaczął się stan wojenny. Darek sprzedał wszystkie konie, zostawił sobie tylko Walerię. Wiosną okazało się, że Waleria jest na sprzedaż. Za zarobione we Francji pieniądze i dołożone przez Mamę oszczędności kupiłem Walerię w kwietniu 1982 roku. Stała wtedy w stajni KKJK w Chełmie. Od tamtej chwili zaczęła się nasza wspólna przygoda, która trwała prawie 30 lat. Ale o tym następnym razem – Mikołaj Rey

    Waleria to koń- legenda! Przeżyła ponad 30 lat, przemierzyła z Mikołaj Rey tysiące kilometrów, była koniem kawaleryjskim i szkoleniowym. Jeździłam na niej w początkach Olszanicy, potem podczas obozów harcerskich w Łabowej ’82 i Jasionce ’84. To była klacz z charakterem i „fantazją”! Jej wyczyny i pomysły to materiał na grubą książkę! Miałam przyjemność jeździć też na grzbietach jej córki Wiki (dziś 22 lata- źrebna!) i wnuka- Wektora. Oboje urodzeni w stajni KJ Szarża w Bolęcinie. Pamiętam też Walerię- staruszkę…posiwiałą, spacerującą swobodnie po łące nad Gliniakiem w Bolęcinie, szukającą cienia pod ulubionym drzewem. Kiedy odeszła- skończyła się pewna epoka – Miranda Ex

    Pamiętam Walerię jako konia z klasą i Damę wśród klaczy. Wspinała się gdy coś nie szło po Jej myśli, ale nie przypominam sobie, żeby starała się by kogoś skutecznie „wysiodłać”. Właściwie to chcę powiedzieć, że kojarzę Walerię z Mikołaj Rey i Mikołaja z Walerią. To była zjednoczona, dla mnie legendarna, Para. – Iza Pi

    Najwspanialszy koń na jakim jeździłam – Jola Kr

    Klacz legenda. – Agnieszka Wi

     

    Waleria – galeria

     

    Waleria w pełnej krasie

  • TOPAZ

    TOPAZ

    Harmonia Toledo
    TOPAZ
    1994 SP

     

    Minerał z gromady krzemianów, rozpowszechniony w wielu rejonach świata. Jego nazwa pochodzi od gr. topázios, czyli poszukiwać i sanskryckiego słowa topas, które oznacza ogień, co nawiązuje do pomarańczowo-złotej barwy i blasku szlachetnych odmian tego minerału – tyle definicje, czy pasowało do niego, dowiemy się z opowieści. 

    Topaz jest koniem maści gniadej, 160 cm w kłębie. Temu dwunastoletniemu wałachowi szlachetnej półkrwi, praca pod siodłem sprawia niewątpliwą satysfakcje. Jest bardzo mądry i pojętny, posiada liczne umiejętności ujeżdżeniowe, ale potrafi także wspaniale skakać. Wystarczy dać mu jasny i wyraźny impuls, a Topaz już wie, o co chodzi. Ma wielką rzeszę zwolenników, którzy często spierają się o to kto wystąpi w zawodach na jego grzbiecie. I owszem należy on zwykle do faworytów. W ujeżdżeniu jednak nie jest łatwo, bo twardo nosi i nauczenie się wysiadywania jego specyficznego kłusa zajmuje bardzo dużo czasu. Jednakże praca z nim sprawia niskim i wysokim, zaawansowanym i początkującym, młodszym i starszym, i wszystkim absolutnie klubowiczom, ogromną radość i satysfakcję. – Ula Do

    Topaz – mój koński ideał, pierwsza i największa czterokopytna miłość, mój przyjaciel i nauczyciel. Doskonale pamiętam pierwszą jazdę na Nim – było ciemno i mokro, czułam lekki niepokój, nie podejrzewałam wtedy jeszcze, że właśnie zaczyna się jedna z najpiękniejszych przygód mojego życia. Zrobiliśmy razem ogrom kilometrów, poznaliśmy swoje mocne strony, ale także i słabości. Wiemy, że możemy na sobie polegać. Nauczył mnie, że warto marzyć i że bezustanny rozwój, zdobywanie nowej wiedzy oraz pokora wobec swoich umiejętności są podstawą wszystkiego. To dzięki Niemu jestem tutaj gdzie jestem. To On „namawiał” mnie do wielu zmian, które odmieniły moje życie. Niesamowitym było obserwowanie jak i On się zmieniał i otwierał. Jak próbował nowych rzeczy. A! I powiem Wam, że z biegiem czasu (z masażami, pracą z ziemi, etc) okazało się, że nie jest taki niewygodny jak większość uważała? Koń, Przyjaciel, do którego mam pełne zaufanie. Odważny wierzchowiec, uwielbiający leśne wędrówki i galopy po ścierniskach, a także spacery ramię w ramię. Niesłychanie stabilny i rozważny. Cudowny kompan naszych dzieci. To On wprowadził Ich w tajniki jeździectwa? Rozsądny w kontaktach z innymi końmi, ceniący bliskie, wieloletnie relacje, ale dbający także o swoją przestrzeń i komfort. Koń absolutnie wyjątkowy i oddany swoim Bliskim. Moja Miłość – Ewelina Ha

    To jeszcze ja dodam, że to niezwykle wszechstronny koń! Idealnie spisywał się w poczcie węgierskiej, a także podczas pokazów kaskaderskich – np. skacząc płonące przeszkody. Miałem też ogromną przyjemność wziąć z Nim udział w Hubertusie i dzięki Jego zaangażowaniu i determinacji w pięknym stylu złapaliśmy lisa – Piotr Ha

    Moja wielka miłość tabunowa. Odkąd dostałam go na pierwszej swojej jeździe w klubie to pokochałam. Pierwsza jazda była w kulbace, po której miałam okropne siniaki na udach i nie była najfajniejsza, ponieważ Topcio był bardzo niewygodny. Ale i tak go pokochałam. To jedyny koń, któremu ufałam. Nie bałam się przejść nawet pod brzuchem. W terenie jak odpalił swoje biegi to modliłam się tylko, żeby wyhamował a ja bym przeżyła. Ale dogadywaliśmy się bardzo dobrze. Uwielbiałam na nim jeździć, spacerować, bawić się na padoku. Zawsze czekał aż przyjdę z czymś smacznym i po jeździe też czekał na smakołyki. To on mnie nauczył skakania i na nim wzięłam udział w jedynych moich zawodach. Kochany koniś – Danuta Dz

    I dla mnie Topaz wiele znaczy! Mój Koń Profesor, który pokazał, jak pracować półparadami i dosiadem na ujeżdżalni – choć trudno w to uwierzyć, po licznych, kiepskich ośrodkach dalej jako 24-latka miałam bladawe pojęcie, co to takiego. Dzięki niemu w końcu zrozumiałam, co to równowaga, balans i zgranie się z wierzchowcem. Niesamowicie cierpliwy, czasem nawet miałam wrażenie, jakby czytał w myślach i wyprzedzał te mniej rozsądne decyzje jeźdźca. Mnie tam kłus Topaza pasował. Również wyjątkowe skoki tylko z nim: z zatrzymaniem przed przeszkodą i wiszeniem na szyi ( Z niezapomnianą sugestią instruktora: Albo się puść, albo wpełzaj w siodło!). I wreszcie szalone tereny w Kurozwękach ( te z demonami prędkości dla kadry wieczorową porą) oraz długie, spokojne wyjazdy, by podziwiać piękno lasów i pól. Zabrakło Go bardzo w Tabunie, ale trafił w najlepsze z możliwych rąk i z przyjemnością patrzyłam na jego emeryturę przy okazji odwiedzin Siedliska Zagacie – Ewelina Gr

    Na Topazie skakałem po raz pierwszy – Dawid Du

    Raz na nim jeździłam okropnie nie wygodny….. – Ola Ra

    Topaz kochany. Jakieś zawody ujeżdżeniowe pojechaliśmy razem na klubowych wewnętrznych zawodach w Tabunie – Patrycja Ko

    Moja pierwsza końska miłość! Bardzo wyrozumiały, potwornie niewygodny, o czym mogłam się przekonać jadąc na nim kadryl? Mam przepiękny rysunek od znajomego! Po tylu latach nadal przywołuje piękne wspomnienia – Ela Pi

    Pierwsza końska miłość! Uwielbiałam na nim jeździć i mimo iż niezbyt wygodny to zawody w ujeżdżeniu P klasy wygrałam! A na drugi dzień także wygrałam na nim skoki!Tereny na nim to była czysta przyjemność. Oj ciężko było się pogodzić, gdy Ewelina go kupiła, ale udało mi się go odwiedzić i jeszcze jeździć na nim. Nie przez przypadek także i mój pierścionek zaręczynowy jest z topazem.Całkiem niedawno nasze drogi ponownie się zeszły i mogłam pomóc Topciowi bezpiecznie dotrzeć i wrócić z kliniki moim koniowodem. I choć już z niego starszy pan to ma się świetnie. A niedługo ścianę nowego mieszkania będzie zdobić jego podobizna autorstwa Ani Półtorak. Ma cudowną emeryturę u Eweliny i Piotrka, więc niech żyje w zdrowiu jak najdłużej – Joanna Ga

     

    Topaz – galeria

     

    Topaz w pełnej krasie

  • SOKÓŁ

    SOKÓŁ

    Braha Soból
    SOKÓŁ
    1994 HC

    Sokół, prawdziwy hucuł, nie tylko ciałem ale także i duszą. Niepłochliwy koń, który dzięki swojemu spokojowi często dostaje pod opiekę początkujących jeźdźców. Bierze sobie to bardzo do serca i z wielkim zapałem stara się ich nauczyć mądrej huculskiej zasady – „jeżeli możesz stać, nie biegnij”, którą to kursanci dosyć szybko sobie przyswajają. Wydaje się jednak, że Sokół całkowicie zapomniał o drugiej części tej zasady – „Jeżeli możesz ominąć przeszkodę, nie skacz” i skacze bardzo chętnie, w przeróżnych kombinacjach – z miejsca, bokiem, a przede wszystkim do góry, co często dezorientuje nawet najlepszych jeźdźców. W terenie idzie bardzo chętnie, dorównując tempem dużym koniom, a stanowczo górując nad nimi stabilnością i odwagą. – EK 

    Sokół – najtrafniej byłoby opisać go słowami „jaki sokół jest każdy widzi”. Nie trzeba przypominać, że cechuje go upór i niechęć do nadmiaru pracy. Przy tym jest przekorny i lubi pokazywać nawet najlepszym jeźdźcom, że nie każdego konia, da się do końca ujarzmić, na co on sam jest najlepszym przykładem. Czasem nie przemawia do niego ani łydka, ani dosiad, głos ani bat. Pomimo to cofa najlepiej w stajni, potrafi też robić piruety, oczywiście gdy niekoniecznie się tego od niego wymaga.Nie kryje radości gdy ma okazje poskakać(oczywiście po swojemu). Jest to koń o wielkim sercu i charakterze, a przede wszystkim mądry, na co daje dowód występując na zawodach przed publicznością, dając z siebie wszystko, niejednokrotnie zajmując wysokie miejsca zarówno w ujeżdżeniu jak i w skokach. Wygrana z nim może przynieść ogromną satysfakcję, o czym wie jego wąskie, ale całym sercem oddane grono wielbicieli. – Ula Do

    Niewielki wzrostem, ale z charakterkiem. Osobiście bardzo dobrze go wspominam. Jazda nie należała do łatwych, ale jak jeździec się dogadał już na początku to jazda była bardzo przyjemna. – Danuta Dz

    Wspaniały hucułek o anielskiej cierpliwości do jeźdźców i jak widać do młodszych kolegów. Moje pierwsze jazdy odbywały się właśnie na nim – Aleksandra Ko

    Początki były trudne, ciężko mu było przystosować się do warunków w naszej stajni po bujnym życiu ogiera tabunowego w stadninie w Nielepicach. Za to był ulubieńcem wszystkich naszych klaczy i najwierniejszym przyjacielem Wolty. Z pewnością nieprzeciętny, co widać w komentarzach, jedni go bardzo lubili, inni płakali jak mieli na niego wsiadać. Był też nazywany SSS, czyli Super Seksi Sokół! Ja osobiście bardzo go lubiłam, choć był charakterny chłopak z niego. Sokół był niezwykle waleczny, o czym przekonałam się podczas pewnego terenu w Lasku Wolskim, gdy zaatakował nas ogier, który uciekł z pastwiska pensjonatu na Bielanach. Ogier rzucił się w niedwuznacznych zamiarach na nasze klaczki, ale Sokół, pozbywszy się najpierw jeźdźca, zaatakował agresora zębami i kopytami. Zagonił swoje klacze w ciasną grupę którą okrążał nie dopuszczając do niej ogiera. Toczyły walkę gryząc się i kopiąc, ale Sokół, choć o połowę mniejszy od araba, nie dał mu szansy, w pewnym momencie nawet zaczęłam się obawiać, że Sokół naprawdę poważnie go poturbuje, tak zażarcie walczył o swój harem. Kwiki, łomot kopyt, płacz dziewczynek z jazdy i moje przyznam niecenzuralne krzyki – nigdy nie zapomnę tej przygody- Katarzyna Małek Kasiu też pewnie pamiętasz! W każdym razie, Sokół zyskał wtedy mój ogromny szacunek, bez niego mogło się to wszystko skończyć bardzo źle – Kasia Za

    Oj, to prawda, charakterny, bardzo charakterny z niego chłopak był, starał się ze wszystkich sił postawić na swoim! Ale bardzo go lubiłem i szanowałem, choć chyba z nikim nie stoczyłem takich walk jak z nim! Na rajdach całkiem fajnie się na nim jechało, wygodny, mięciutki, niski, więc zsiadać i wsiadać łatwiej. W tereny też idealny, potrafił dać z siebie wszystko, nigdy nie odpuszczał! – Maciek Mi

    Sokół – niezłomny koń z ogromnym hartem ducha i szeroko pojętym honorem! Nigdy nie zapomnę Jego parkurów skakanych ze stój! Bywał uparty, ale za to w terenach zachwycał swoim spokojem i równowagą. Wciąż taki jest! Piękny, dumny i mądry. Oboje z Piotrkiem mieliśmy do Niego wielki sentyment, dlatego bardzo się cieszymy, że dołączył do naszej rodziny. Do tej pory funduje nam czasami sporo atrakcji! Zwłaszcza, gdy wydaje Mu się, że Ktoś może planować oddzielić Go od Jego ukochanej Ety! Także wierność swoim uczuciom i wyborom miłosnym to kolejne z Jego cech. Uwielbia zabawy z ziemi, targetowanie czy po prostu ganianego. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą marchewki – Ewelina Ha

    Pamiętam jak na pastwisku wieczorem chciałam złapać Atomka żeby przeprowadzić go przez bramkę i żeby cała reszta rozbawionego i uciekającego mi towarzystwa za nim poszła…było ciemno, złapałam go i baaardzo szybko, wleczona przez pół pastwiska zorientowałam się że to wcale nie Atom ? Kochany Sokół jeszcze mi kopa sprzedał – Kasia Bo

    Miał taką niezwykłą umiejętność w terenie, że we wszystkich chodach potrafił zajadać listeczki i trawki także w galopie zawsze coś skubnął – Aga Le

    Według książek, potomek Jaśmina z Regietowa, na którym zaczynałam swoją przygodę z jeździectwem. Kochany konik, cierpliwy i szedł jak masło. Reagował na każdą komendę! Gdzie teraz stoi? – Karolina Cz

    Uparty konik, mój towarzysz rajdu z Kurozwęk. Z jednej strony fajnie się na niego wsiadało z racji wzrostu, aleeeee długie kłusy kiedy szybko przebierał nóżkami, żeby dotrzymać kroku dużym koniom powodowały, że nie nadążałam z anglezowaniem – Kasia Zy

    Cudowny towarzysz ogromną frajda z jazdy, chyba najwięcej razy miałam przyjemność jeździć na tym koniu – Dominika Kę

    Jeździło się na nim kapitalnie, szczególnie gdy miał humorki – Paulina Bu

    Uparty koń zazwyczaj spadałam z niego – Ola Ra

    Pamiętam go – Gabrysia Kr

    Kochany – Dominika Fr

    Zrzucił mnie, gagatek! – Renata Wa

    Na Atomie, na Sokole popędzimy kłusem w pole”- głosi napis na pamiątkowych kubeczkach obozu hipoterapeutycznego „Chochołów 2013” . W tym duecie Sokół to był sympatyczny łobuz, który przeżuwał jabłka i marchewkę jak sokowirówka. A jak w trakcie zajęć poczuł pragnienie – to wędrował do Dunajca nie bacząc ani na małego jeźdźca na grzbiecie ani dość przerażonego tym uporem rodzica… Taki był z niego sympatyczny „misiaczek – Anna Maria Sł

     

    Sokół – galeria

     

    Oto Sokół

  • RUGIA

    RUGIA

    Ratana nn
    RUGIA
    2002 nn

     

    Rugia - portret

    Rugia to klacz urodzona w sierpniu 2002, córka Ratany, siostra Rundy. Nie jest jednak podobna do Ratany – nie ma jak jej matka łaciatego zadka. Od czasów urodzin trochę się zmieniła, jest teraz o parę lat starsza i znacznie większa, a jej umaszczenie ciągle jest dla nas wielką niewiadomą, choć wszystko zaczyna wskazywać na taranta. Z klubowymi jeźdźcami pracuje od niedawna, jednak szybko okazała się bardzo miłym i wygodnym wierzchowcem, choć swe prawdziwe spełnienie niezaprzeczalnie znajduje w zaprzęgu.

    Rugia, córka Ratany, jest kolejnym dowodem na to, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Pierwsze skojarzenia nasuwają się już w boksie, gdzie – podobnie, jak jej mama – niechętnie odnosi się do obecności większości osób(a w szczególności tych, które ośmielają się nie poświęcać jej całej swej uwagi). W jeździe jednak sprawuje się pięknie, będąc koniem wygodnym, chętnym do współpracy i godnym zaufania, a ponadto mającym bardzo przyjemny, defiladowy wręcz galop. Jeśli tylko poświęci się jej swoje serce i będzie traktowało jak równego sobie, zrewanżuje się tym samym. – BN

    Znałam ją od pierwszych godzin życia! Kawał konia!- Paulina Bu

     

    Rugia – galeria

     

    Rugia w pełnej krasie

     

  • SAKAR

    SAKAR

    Silweretta Amyndas
    SAKAR
    1990 XX

    Sakar - portret

    Znów poczułem się wywołany do odpowiedzi, bo dziś jest mowa o Sakarze, a to jeden z dwóch koni mojego życia. Nie będę się rozwodził nad jego zaletami ani nad tym jaki bywał niebezpieczny bo o tym na pewno krąży dużo opowieści. Chciałbym zwrócić waszą uwagę na to, że z pewnością był to najlepszy koń jaki kiedykolwiek pojawił się w naszym klubie. Był to również najlepszy koń na jakim było mi dane jeździć. Zaryzykuję twierdzenie, że gdyby trafił w miejsce gdzie trenuje się konie do wielkiego sportu to byłby to koń klasy olimpijskiej. Oczywiście jeździło na nim wiele osób, ale ja czułem się trochę przez niego wybrany. Jeżeli można powiedzieć o nim, że kogoś lubił to mnie lubił na pewno. Nigdy mnie nie zaatakował. Pokładał za to zbyt wiele wiary w swojego jeźdźca, czyli mnie bo zdarzyło mi się wprowadzać go w sytuacje bez wyjścia z nadmiaru pewności siebie i „dobrego humoru”. Nigdy nie miał mi tego za złe bo miał chyba jeszcze więcej fantazji niż ja. – Jurek Wi

    Przez rok, co tydzień jeździłam na nim. Uważam to za zaszczyt… Dar od losu. I cieszę się, że było mi dane. Każda jazda na tym Stworzeniu była niezwykła, niesamowita. Wystartowałam na nim w zawodach, pokazach.. Ale najmilsze wspomnienia.. Z Sierakowa. Miał niespełna trzy lata, jeszcze ufał ludziom, widział w nich potencjał, kiedy przychodziłam z wiadrem jedzenia, delikatnie zębami zdejmował mi frotkę z kucyka, podnosił głowę i byłam bez szans! Nie mogłam do niej dosięgnąć, zabawiał się zbliżając ją do mojego zasięgu i podnosząc głowę. Wspaniały, niezwykle inteligentny, najlepszy. Niech pozostanie ze mną na zawsze… – Magda Wi

    Sakar, Sakarunio, wybitny koń, nietuzinkowa osobowość. Poznałam go jako ufnego, skłonnego do pieszczot źrebaka, kiedy po mojej dłuższej nieobecności w Klubie spotkaliśmy się znowu, był już osławionym koniobójcą i pożeraczem. Chodził na osobny wybieg, skąd czasem uciekał i z potwornym rykiem rzucał się z zębami na inne konie, upatrzył sobie zwłaszcza Gwadara, który mdlał na jego widok. Jestem także posiadaczką pamiątki po nim, dentystycznego odcisku pełnego uzębienia na udzie. Niezawodny wierzchem, odważny, piękny! Kiedyś w terenie, w okresie wypalania traw, natknęliśmy się na płonący wąwóz , pomyślałam, spróbuję, i poprosiłam go o wejście między płomienie – zaufał, nie zawahał się i przeszliśmy, a za nim pozostałe konie, dosłownie w ogień. Z żadnym innym bym tego nie spróbowała, niezwykły koń. Miał też inne oblicze, które znały Zofia Zawadzińska i Alicja Furtak . Jako małe dziewczynki chodziły do niego na to wydzielone pastwisko i podawały mu kostki cukru… ustami prosto do pyska. Jak mi to Zosia tłumaczyła, było im go żal, że taki samotny. Dowiedziałam się o tym oczywiście po latach, bo to był ich sekret. – Kasia Za

    Sakar- dyżurny koń do prowadzenia terenów zawodów i pokazów. Niesamowicie pewny, np. do skoków w damskim siodle, odważny. Prowadził rajdy dojazdowe na obóz w Kurozwękach -znal całą trasę -jak ludzie mu się sprzeciwili to trzeba było zawracać. Nigdy mi krzywdy nie zrobił, ale nie dogadywałam się z nim tak jak z innymi wariatami (np. Jutą). Raz mi tylko wyciął numer. Droga z Szydłowa do Jabłonicy-piękna trasa, dobre podłoże-zwykle robiło się tam parę galopów miedzy sadami….A Misiu wyłączył hamulce. Przejechałem, przeleciałam całość na raz. Mogłam zdecydować tylko czy się z nim zabieram, czy wysiadam. Zwolnił przed bolą drogą- mądry po kamulcach nie będzie pędził. Tylko długo czekałam aż poleci reszta….Przy obsłudze -oczy dookoła głowy jeszcze nie dawały pewności wyjścia z boksu bez uszczerbku. Był jeden wyjątek -jak się coś działo- czekał z ufnością i znosił zastrzyki bez mrugnięcia okiem… – Basia Kr

    Sakar, wspaniały koń. Jak tylko wyszło się bez szwanku na etapie czyszczenia i siodłania, to potem frajda z jazdy była wielka. Pamiętam jednak jak chciałam się popisać przed jeszcze nie moim mężem i puściłam Sakarowi wodzę w galopie. Nie sądziłam, że zainteresuje go Gwadar. Ojj nie było miło. Ale przeżyłam! – Anna Iz

    Piękny, szalony, nieobliczalny już jak słyszałam jego imię to mi ciarki po plecach przechodziły ?, jazda na nim była przyjemnością jak udało Ci się przeżyć w boksie – Agnieszka Lew

    Podniósł mnie za nogę i rzucił mną w kąt…kochane konisko – Kasia Bo

    Mnie też tak zrobił, ale i tak nie przestałam się do niego pchać. – Ania Ka

    Do dzisiaj mam po nim pamiątkę ? piękna blizna po opłatku – Małgosia Ba

    Miał tyluż zwolenników co przeciwników – Jola Kr

    Piękna bestia, jazda na nim to była czysta przyjemność – Dominika Kę

    Sakarka wspominam miło z jazd. Potrafił wiele nauczyć jeźdźca. W boksie trzeba było uważać na ząbki i kopytka, ale z czasem potrafiłam z nim zwyciężyć i szybko przygotować się do jazdy – Danuta Dz

    Wyprowadzałam go z boksu zawsze z duszą na ramieniu…. I modliłam się aż do wyjścia ze stajni. Później pokochałam go miłością pierwszą i ostatnią. – Magda Ma

    Skradł moje serce… – Renata Wa

    Sakar był mało lękliwy, należał do tych, co zawsze idą do przodu z uniesioną głową, miał coś w sobie co kradło serce każdemu – Paulina Bu

    Był rok 1992, Sakar – spokojny i cichy źrebaczek zjawił się w naszym klubie. Na obozie w Sierakowie mówiono o nim „Misiu”, bo tak się tulił do ludzi. Jednak bardzo szybko pokazał, że jest źrebakiem szczególnym. Zapisał się w historii klubu na wiele sposobów. Jego fenomen przejawiał się nie tylko w pozytywnych zachowaniach, równie szybko okazało się, że jest też nieprzeciętnie groźny. Dziki i szalony koń, który niczego i nikogo się nie bał(no może prawie nikogo). Koń, który gryzie i kopie, który powala i rozwala inne konie oraz ludzi(sam mam po nim trzy pamiątkowe blizny :). To dla niego uszyto specjalny kaganiec, kłopot polegał na tym, że trzeba było zdążyć mu go założyć. Był czas, kiedy klub, co tydzień musiał prosić weterynarza o wystawianie zaświadczenia, że koń nie jest chory na wściekliznę, aby poszkodowani mogli go przedstawić lekarzom. Weterynarz chciał nam zostawić kilka blankietów więcej, byśmy go nie męczyli co chwila.
    To ta ciemna strona jego osobowości, ale Sakar to przede wszystkim koń magiczny, zasługujący na szczególną uwagę. Cechowała go niesamowita odwaga, piekielna siła, szybkość i skoczność oraz niezwykła determinacja w poczynaniach charakterystyczna dla wielkich sportowców. Konia tego formatu już raczej nie będziemy mieli w Klubie. To on był tym, który zapewniał klubowi przez całe lata zwycięstwa w niemal wszystkich zawodach, pozbawiając nadziei na zwycięstwo jeźdźców wszystkich rekreacyjnych klubów Krakowa. W zawodach klubowych zwycięzcę typowano w zasadzie przez losowanie przydzielając mu Sakara, potem zostawało już tylko nie przeszkadzać. Wszystkim pozostanie w pamięci wspaniały skok Tomka Powroźnika na Sakarze w rozgrywanym na Błoniach konkursie potęgi skoków. Ja na pewno nie zapomnę do końca mych dni, niesamowitego popisu, jaki dała ta para uciekając na jednym z Krakowskich Hubertusów – to był prawdziwy majstersztyk, który powinien zostać nagrany i pokazywany jako wzorcowy sposób uciekania. W klubie to też on był etatowym „lisem”, a jeśli nie uciekał, to wiadomo było, że ten, kto na nim goni, będzie lisem za rok.
    Sakar to nie tylko wygrane zawody, czy Hubertusy i wszyscy, którzy jeździli na nim w latach jego świetności przychylą się chyba do mego zdania. Wielu pamięta przecież jeszcze te wszystkie niezwykłe tereny. To było niesamowite uczucie, to jak zasiadać w bolidzie formuły 1, czuło się pod sobą tą maszynerię, a prędkość wyciskała z oczu łzy. Jednocześnie swoją stabilnością i sprawnością zapewniał pełen komfort jazdy. Niesamowita odwaga sprawiała, że można było z nim wjechać praktycznie wszędzie. Pamiętam doskonale pewną wspinaczkę czarnym szlakiem w Dolinie Kluczwody! A jeśli już o szlakach mowa, to nie mógłbym zapomnieć o Sakarze na rajdach – w końcu kilka przejechaliśmy wspólnie. Szczerze mówiąc chwilami to on prowadził, drogę znał doskonale, choć z mapy nie korzystał. Pamiętał skrzyżowania, pamiętał miejsce popasów, noclegów, pamiętał, gdzie pił wodę ze studni przed paroma laty – miło się razem szło przez świat. Szkoda, że odszedł z naszego klubu! Mam nadzieję, że tam gdzie trafił, będzie mu dobrze, bo zasłużył na dobrą emeryturę.

     

    Sakar – galeria

     

    Sakar w pełnej krasie

  • ROKSANA

    ROKSANA

    nn nn
    ROKSANA
    2002 KUC

    Roksana - portret

    Zacytuję tu słowa z listu Kasi Zawadzińskiej:
    Roksana dzisiaj(14.02.2008) tragicznie odeszła na niebieskie pastwiska. Jedni ją lubili, inni nie, ale na pewno była mądrym konikiem. Dawała z siebie wszystko w hipoterapii, nieco mniej na jazdach, ale w końcu jedni są lepsi w tym, inni w tamtym. Będzie mi bardzo brakowało Roksany, nie tylko w pracy.

    To prawda, smutne wydarzenie. Przykre, że kolejnego klubowego konia musiałem przesunąć do działu „konie, o których pamiętamy”, ale niestety, Roksana doznała niezwykle skomplikowanego złamania nogi i nie było już dla niej innego ratunku jak skrócić jej cierpienia i uśpić ją. 

    Ale wróćmy do wspomnień:

    Przyjacielska, kontaktowa Roksana, wszędzie wsadzała swój ciekawski nosek. Niczego się nie bała, można było jej zaufać! Kiedyś stałam za ogrodzeniem ujeżdżalni , Roksi była na jeździe, stanęła , popatrzyła na mnie chwilkę i tup tup tup po schodkach razem z jeźdźcem (Zosią zresztą) wmaszerowała do mnie na górę. Nieraz szłam na pastwisko po nią, wołałam i odchodziła od koni, szła ze mną bez żadnego uwiązu, kochany konik! Bardzo lubiła różne zabawy, ulubioną było odpinanie pyszczkiem kolorowych pinesek w hali, patrzyła wtedy zaciekawiona jak kartka opada na ziemię, często to robiła czekając na hipo. Zosię Zofia Zawadzińska rozpoznawała z daleka i rżała do niej. Miałyśmy razem niezwykłą więź, niech tam sobie inni mówią, że to uparty kucyk, może i tak, ale była wyjątkowa, a odeszła za wcześnie – Kasia Za

    Mój pierwszy ukochany tabunowy koń – Agnieszka Mi

    Przekochany konik. – Magda Ma

     

    Roksana – galeria

     

    A oto Roksana

  • RATANA

    RATANA

    Rata Cedros
    RATANA
    1995 WLKP

    Ratana - portret

    Srokata kobyła rasy wielkopolskiej, w naszej stajni od 26 listopada 2001 roku. Jeszcze nie zdążyła się zadomowić, a już zyskała rzesze zwolenników. Zapisy na jazdę na jej grzbiecie przyjmowane są na miesiąc wcześniej. Jest duża i masywna, to zauważa się już na pierwszy rzut oka. Drugi rzut oka, w boksie:siła spokoju i sympatia, którą okazuje czyszczącemu. Potem wsiadanie, jest tak wielka, że wydaje się iż bez schodków się nie obędzie. Gdy już się uda wsiąść, od razu czujemy się wspaniale. To naprawdę miły koń, a przede wszystkim duży. Gdy na nim siedzimy, zyskujemy zupełnie inny punkt widzenia.

    Wielka niczym jej łaty wielkopolanka, troszkę nieujarzmiona w swych poczynaniach w boksie, jednak niezastąpiona na jazdach ze swą wyrozumiałością, spokojem i chęcią współpracy z jeźdźcem na każdym poziomie zaawansowania. – Irmina Ka

    Była duża i masywna i jeśli dobrze pamiętam, w związku z tym ktoś zasugerował, że to ją powinienem polubić, no i polubiłem! Od czasu do czasu miała swoje zdanie, które niekoniecznie było zgodne ze zdaniem jeźdźca, ale ogólnie bardzo sympatyczna, a jeździło się na niej bardzo dobrze – Maciek Mi

    Moja pierwsza końska miłość! – Magda Ba

    Ugryzła mnie kiedyś w plecy przy czyszczeniu kopyta. Miałem piękne dwie szczęki krwawo odbite – Dawid Du

    Najlepszy koń na jakim kiedykolwiek jeździłam duża wygodna charakterna – Ola Ra

    Mama Rundy i Rohana – Kasia Za(Rugia też była jej córką)

    Wspaniała kobyłka. Bardzo wygodna i przyjacielska. Pamiętam jak Basia mówiła, że będzie się z niej długo spadało i przydadzą się kanapki na drogę – Magda Ma

    Duża, masywna, ale przyjacielska. Lubiłam na niej jeździć. Gorzej było jechać za nią w terenie, pamiętam jak podczas galopu widziałam przed sobą wielką pupkę i wielkie kopyta Ratany, modliłam się tylko by Topaz wyhamował obok – Danuta Dz

    Moja ulubienica, ale wielka złośnica – Renata Wa

    A ja dostałam kiedyś z kopyta w brzuch, ale niestety nie było siniaka w kształcie podkowy! Była jednym z moich ulubionych koni, jak zaczynałam jeździć to wydawała mi się tak wysoką, że cały świat można było z niej oglądać. Szczególnie pamiętam na niej pewien zimowy teren gdzie galopowaliśmy droga wokół kopca Piłsudskiego jak jeszcze nam wolno tam było jeździć! Bardzo przyjacielska i była bardzo wyrozumiała w mojej początkowej fazie nauki! – Aga Le

    Po latach spędzonych u nas, przeniosła się do gospodarstwa w Starym Rybiu i tam sobie pięknie żyła.

    Ratana – galeria

     

    Ratana w pełnej krasie

  • PASAT

    PASAT

    Ilona Pawiment
    PASAT
    1994 XO

     

     

    Pasat - portret

    Matką jego jest stojąca razem z nim w boksie klacz Ilona. Jest koniem prywatnym. Jako reprezentant klubu bierze udział w zawodach w skokach przez przeszkoy, organizowanych w okolicznych klubach jeździeckich. I to często z całkiem niezłymi wynikami.

    Pasat to był fajny koń, mam z nim wiele miłych wspomnień, przede wszystkim z pięknych Chochołowskich terenów, w parze z Magdą na Ilonie. Był też wspaniałym koniem terapeutycznym, doskonale rozróżniał pracę z osobą niepełnosprawną od jazdy ze zdrowymi osobnikami 😉 podczas hipoterapii delikatny i ostrożnie niosący, w terenie pokazywał gorący temperament – Kasia Za

    Pasat syn Ilony. Przez pewien czas był Piotrowym konikiem terapeutycznym. Miło go wspominamy. – Anna-MariaSłu

    Super koń, dowód szczególnego zaufania Magdy do mnie. Bardzo miło wspominam obozy hipoterapii w Chochołowie z Magdą i Katarzyną. Czasami też udało się na Pasacie odbyć fajny teren. – Łukasz Po

    Ach, aż serce zadrżało, moja wielka, wielka miłość i wspaniały koń przyjaciel. Wspaniale się razem wędrowało, skakało spacerowało, jechało rajdem. Niesamowity charakter, zawsze z mamą twierdziłyśmy, że to człowiek zaklęty w konia, bo on był taki…inny. Wydawało się, że rozumie, co się do niego mówi. Wspaniałe chwilę z nim przeżyłam i kilka zawodów skokowych wygraliśmy wspólnie. Zdjęcia jakieś nieliczne zaraz wrzucę. Reszta niestety u mamy została. – Marta Ku

    Koń odważny, szybki i skoczny… lojalny. Kompan wspaniałego 10-cio letniego rozdziału. Prawdziwy Przyjaciel. Jego domem były lasy rozciągające się wzdłuż Szlaku Orlich Gniazd. Przeszliśmy razem setki kilometrów wędrując poprzez Jurę, ale też zmagając się z wyzwaniami Bieszczadzkiego Szlaku Konnego. Zawsze dawaliśmy radę, jeśli trzeba było, stając na czele stawki, żeby przeprowadzić resztę grupy, dodać otuchy, pokazać, że się da. Razem byliśmy zgranym, nieustraszonym duetem. Jedność Ducha, widoczna była na Hubertusach. Przez kilka lat z rzędu każdy ścigany lis był nasz, a po roku bardzo ciężko było go odebrać.. – Kasia Sm

    I tu jeszcze tekst napisany przez Kasię Sm dnia 14.01.2012:

    „zaszumiały Cię powietrza i ruszyłeś sam na szlak

    Ten ostatni. Ten najlepszy… (…)”

    Pasat – „stały, ciepły wiatr(…)”

    Taki właśnie był…

    „stały” bo wierny – nigdy nie zawodził gdy działo się źle, uratował mi nawet parę razy życie wracając po mnie po upadku zamiast jak przystało na konia dać samemu drapaka do stajni. A była wtedy sroga zima i byliśmy sami..

    „ciepły” – bo przyjazny i łagodny. Przyjaźń, wierność, szacunek i zaufanie jakim darzył ludzi były wyjątkowe. Był wspaniałym kompanem i niezawodnym przewodnikiem po szlakach od Krakowa po Częstochowę. Zdaję sobie sprawę że Pasat nie tylko dla mnie dużo znaczył. Tęsknią za nim klubowicze z rodzinnego Tabuna w Krakowie, zwłaszcza Magda i Marta Palarz oraz wielu jeźdźców, których Pasat przekonał jakie to fajne, gdy koń i człowiek razem mogą dużo zdziałać i wspólnie cieszyć się leśnymi wędrówkami.

    No i oczywiście………….. szybki jak „wiatr” o czym nie tylko ja się miałam okazje przekonać, prawda Kasiu F.? 😉

    To był niesamowity tandem, najpiękniejszy rozdział w moim życiu. Dziś widzę go wszędzie. Zostanie ze mną już na zawsze we wspaniałych wspomnieniach i w sercu.

    K.

     

    Pasat – galeria

     

    Pasat w pełnej krasie

  • NOKTURN

    NOKTURN

    Nuta Turban
    NOKTURN
    1996 ARABO-FIORD

    Nokturn - portret

    Arabo-fiord maści siwej. Zakupiony ze Stadniny Koni Arabskich w Kurozwękach. Sympatyczny koń, bardzo żywego temperamentu, którego nikt nie spodziewa się po jego wyglądzie.

    Nietypowy arabofiord z Kurozwęk. Taka mieszanka w pierwszym pokoleniu zwykle ma przewagę cech fiorda, a on był bardzo arabski i z temperamentu i z wyglądu. Taki nadmuchany arab na cienkich nogach – Majka Bo

    Nocek jest juz dość leciwy(24 lata), mieszka w Hamerni u Natalii i wygląda jak pączek w maśle. Pamiętam jak go 1-szy raz siodłałam w Kotuszowie- i bryndza , nie było wystarczająco długiego popręgu. – Basia Kr

    Pamiętam ten czołg z turbo doładowaniem! Rraz przez całą jazdę próbowałam hamować – Paulina Bu

    Też pamiętam jedną z moich pierwszych jazd w Tabunie na Nokturnie! Tak, bezhamulcowo momentami bywało – Ewelina Gr

    Nocuś ma się dobrze, od kilku już lat leni się na naszych łąkach… – Natalia Śni

    (kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

    Tu większego nie ma 🙁

    Nokturn w  pełnej krasie

  • MAESTRO

    MAESTRO

    Mika Hetman
    MAESTRO
    2004 SP

     

    Maestro - portret

    Grono siwych koni w naszym klubie wciąż się powiększa. Na razie niewiele wiemy na temat naszego Maestra, ale mamy nadzieję, że będzie nawiązywał do znaczenia swego imienia. Niektórym jeźdźcom przypomina Apolla, innym znanego niektórym Likuido. Gdyby wziął z nich najlepsze cechy, to mógłby być całkiem ciekawym koniem.

    Bardzo wygodny w jeździe był, ale też umiał z miejsca skoczyć wzwyż, o czym boleśnie się przekonałam pewnego pięknego dnia….. Ale nie umniejszyło to mojej sympatii do niego – Beata Wa

    Długo nie mogłem się do niego przekonać, ale gdy to się w końcu stało, polubiłem go bardzo mocno i uwielbiałem prowadzić na nim tereny! Niestety zdjęć z tych terenów brak. – Maciek Mi

    Piękny koń, duży, bardzo miło wspominam na nim jazdy – Ela Pi

    Ja pamiętam Maestra jako łagodnego olbrzyma który przekładał język na wędzidło – Ela Za

    Wszyscy go wychwalają, ale z tego co pamiętam nie był łatwym koniem – Majka Bo

     

    Maestro – galeria

    Oto Maestro